DanakilBike 2015

Autobusem do Bahir Dar

Autobusem do Bahir Dar

W poniedzialek wstalismy przed switem, aby zdazyc na autobus. O piatej rano na dworcu klebil sie juz gestniejacy tlum. Dwojka farendżi (z wloskiego „obcokrajowiec” ) na obladowanych rowerach wzbudzala taka sensacje, ze bez trudu odnalezlismy autobus o numerze bocznym 7023, autobus do Bahir Dar. Marcin od razu wskoczyl na drabinke, wnoszac na dach kolejne sakwy. Wsrod pasazerow czuc bylo wyrazny poploch – tak nie wolno robic. Wkrotce znalazl sie „bagazowy” robiac nam karczemna awanture. Ze wsciekloscia wykrzyczal, ze nie da rady przewiezc rowerow, by ostatecznie uprzec sie na wersji, ze za kazdy rower musimy zaplacic tyle co za osobe, czyli prawie dwukrotnie wiecej niz ustalilismy dzien wczesniej. Majac w reku bloczek do wypisywania biletow na bagaz, mial nad nami wladze. Marcin nie wiele sie tym przejmujac wnosil nasz dobytek wykorzystujac chwile jego nieuwagi. Niebawem na dachu zaczela sie szamotanina. Zdawalo sie, ze „bagazowy” nie mogl zniesc faktu, ze byle farendżi bezceremonialnie wtargnal na jego teren. Ale nie mielismy wyjscia. Bagaz trzeba bylo dobrze zabezpieczyc i spakowac do jutowych workow, bo majac po szesc sztuk na glowe (dwie sakwy tylne, dwie sakwy przednie, torba na kierownice, worek transportowy… nie liczac namiotu, dwoch karimat i szesciu bidonow) moglby sie zanadto „rozpierzchnac” przed dojechaniem do celu. Do tego wniesienie rowerow na dach, skrecenie kierownic, odkrecenie pedalow, zabezpieczenie przerzutek, manetek i wszystkich innych czesci, ktore mogly by sie urwac lub zniszczyc, doswiadczajac trudow podrozy. Te wszystkie zabiegi mialy zostac wykonane w ciagu zaledwie pol godziny, bo o 5:30 rozklad jazdy przewidywal odjazd. W koncu po zacieklych negocjacjach cena spadla do akceptowalnej dla nas kwoty. Wypisano nam bilet bagazowy i moglismy wciagnac rowery na dach.

Autobusem do Bahir Dar

Autobus byl rozklekotanym starym pojazdem indyjskiej produkcji. W przeciwienstwie do komfortowych autokarow wycieczkowych, ktorymi dysponowaly firmy Salam Bus i Sky Bus lokalnym autobusem nie mieli w zwyczaju podrozowac biali. Po jednej stronie byly po dwa siedzienia, po drugiej po trzy, a przejscie miedzy nimi bylo na tyle waskie, ze przechodzac tracalo sie wszystkich pasazerow siedziacych po drodze. Same siedzenia byly troche zbyt waskie nawet dla tak szczuplych ludzi jak my, a co dopiero dla niektorych Etiopek, ktore mialy rozmiar „big mama”. Jednak nie mielismy co narzekac. Choc na biletach byly numerowane miejsca nie wszyscy mieli cale siedzenie do dyspozycji. Dzieci w ogole nie dostaly swoich miejsc. Gniezdzily sie jako trzecia lub czwarta osoba w rzedzie foteli. Wieksze, na oko dziesiecioletnie dzieci, prawie cala jedenastogodzinna podroz spedzily siedzac na brudnej podlodze z glowa oparta na kolanach doroslych. Jeden z pasazerow wogole nie dostal miejsca – dostarczono mu drewniany taboret, ktory usytuowal w przejsciu.

Kanion Nilu Blekitnego

Okolo siodmej mrowie ludzi siedzialo ciasno upakowane w autobusie i moglismy ruszyc. Ku naszemu zdumieniu kazdy pasazer dostal kawalek drozdzowego pieczywa i to w cenie biletu. Droga byla niemal w calosci asfaltowa, wiec sunelismy w miare gladko. Po czterech godzinach dojechalismy do malowniczego kanionu Nilu Blekitnego. Z wysokosci ok. 2000 m n.p.m. zjechalismy na 1000 m n.p.m. by przekroczyc Nil, a nastepnie znow wspiac sie na ok. 2500 m n.p.m. po wyerodowanych zboczach kanionu.

Autobus do Bahir Dar

Okolo godziny szostej wieczorem dotarlismy do Bahir Dar, najwiekszego miasta nad jeziorem Tana. Stad w srode zaczynamy nasza podroz w wersji czysto rowerowej. Juz nie mozemy sie doczekac!!!

Autobusem do Bahir Dar

Odpowiedź do artykułu “Autobusem do Bahir Dar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *