DanakilBike 2015

Przedłużanie wizy w Etiopii, czyli Annasza do Kajfasza

wizy4

Czytaliscie „Cesarza” Kapuscinskiego? Jesli tak – to pewnie pamietacie opisy rozbuchanej etiopskiej biurokracji. Po naszej wizycie w „Immigration Office” stwierdzamy, ze od tamtych czasow niewiele sie zmienilo…

Zacznijmy od poczatku: na lotnisku dostalismy etiopska wize na miesiac i nie bylo innych opcji. Aby ja przedluzyc (bedziemy tu 40 dni), trzeba udac sie do odpowiedniego urzedu w Addis Abebie i zaplacic – podobno okolo 20$.

Zabralismy sie za to w czwartek po poludniu. Przed przeszklonym parterowym budynkiem, znajdujacym sie na Churchill Road, klebil sie tlum, probujac sforsowac drzwi, do ktorych dostepu bronil postawny urzednik w mundurze. Probujac zapanowac nad tym harmiderem, krzyczal, popychal, a nawet spychal kolejnych natretow. W koncu, przy pomocy kolegi zaprowadzil wzgledny porzadek sadzajac wszystkich w rzedzie na lawkach przed budynkiem.

Po polgodzinnym oczekiwaniu, gdy pilnujacy porzadku zniknal za drzwiami, wszyscy jak na komende poderwali sie i wbiegli do srodka.Na prozno – mundurowy stanowczo wszystkich nas wyrzucil na zewnatrz i procedura sadzania kolejki na lawkach ropzpoczela sie na nowo. Tym razem jednak urzednik trzymal w reku formularze, ktore wszyscy starali sie mu wydrzec. Zrozumielismy, ze dopiero jego zdobycie jest pierwszym krokiem do ustawienia sie w nastepniej kolejce – „wewnetrznej”. Ciec nie chcial nam wydac formularza, bo wedlug niego nie mozemy sie starac o przedluzenie wizy – argumentuje to stwierdzeniem „ze jest przeciez wazna teraz”. Mamy przyjechac ostatniego dnia waznosci dokumentu. Nasze tlumaczenia, ze bedziemy wtedy gdzies w srodku Etiopii nie robia na nim specjalnego wrazenia. Po dluzszej dyskusji, prawie sila wydarlismy mu dwa formularze, przy komentarzu ze „i tak nie zalatwicie tego”. – Zobaczymy! Pomyslelismy.

Drzacymi rekami – aby nie popelnic bledu ma bezcennych formularzach – wypelnilismy je, i moglismy juz legalnie wejsc do budynku, aby zajac miejsce w kolejce.

Po odstaniu swojego, kolejnemu urzednikowi tlumaczymy cala sprawe od nowa. Po krotkiej dyskusji, kartka A4 z kserokopia naszych paszportow zostaje w specjalny sposob zgieta na pol wzdluz dluzszego boku i na gorze strony pojawily sie amharskie znaki, z ktorych rozumielismy tylko date: 14 maja 2007 i numer kolejnego pokoju do ktorego mamy sie udac: 12.

wizy3

Nie wspomnielismy jeszcze o kalendarzu? Etiopczycy zyja wg kalendarza etiopskiego, bazujacego na kalendarzu koptyjskim, który z kolei opiera się na kalendarzu egipskim. Dla nas istotne jest to, ze przesuniecie czasu wynosi okolo 8 lat i musimy pamietac, ze teraz jest maj 2007 roku.

Szybkim krokiem – bo jest juz 16:00 skierowalismy sie do wskazanego gabinetu i po przejsciu przez sekretariat stanelismy przed obliczem Head of Ethiopian Affairs Departament. Znowu tlumaczymy swoja historie, na co na naszej obiegowce pojawiaja sie kolejne znaczki oraz numer 95.

wizy1Ta liczba oznaczala wyzsza instancje – doslownie, bo musimy sie wdrapac na pierwsze pietro i stajemy przed „Director of Foreigners„. Cala procedura powtarza sie co do joty: sekretariat, wreczenie papierow oraz krotka rozmowa. Tym razem urzednik jest jednak bardziej zdziwiony dlaczego siedzimy w Addis, zamiast zwiedzac ten piekny kraj. O ironio! Tlumaczenie, ze jedynie stosujemy sie do ich wlasnych procedur jakos go nie przekonuje, po czym, potwierdzajac nasze slowa kresli kolejne dwie siodemki wyznaczajace nasz kolejny przystanek.

Tutaj nasze zmagania z etiopska biurokracja zostaly przerwane do nastepnego dnia. Biura zostaly zamkniete i mielismy sie stawic nazajutrz na godzine 8:30.

Nastepnego dnia przed pokojem numer 77 zatytulowanym „Foireigners Reception” czeka na nas kolejka na stolkach. Nasza cierpliwosc zostaje wystawiona na probe – przez 30 minut kolejka nawet nie drgnela. Zagladnelismy do pokoju i okazalo sie ze wszystkie biurka sa puste! Po kolejnych 15 minutach rozlegl sie przerazliwy dzwiek dzwonka z jak najgorszych szkolnych lat. Z czulesci korytarza wysypali sie urzednicy zajmujacy po kolei miejsca za biurkami. Etiopska biurokracyjna maszyna ruszyla z kopyta. Zostajemy przeniesieni do innej kolejki – tym razem przed pokojem numer 89. Tu stajemy w oko w oko z aparatem fotograficznym i po kilku dodatkowych linijkach na dole naszego dokumentu pojawia sie liczba 78. Ten pokoj okazuje sie byc ostatnim – tutaj dowiadujemy sie ze mamy zaplacic… az 150 (!) dolarow od glowy za przedluzenie wizy. Nijak sie to ma do $20, ktore placilo sie do tej pory.

Z oficjalnych danych zaczerpnietych z ambasady polskiej (dane swiezo zaktualizowane przez MSZ w zeszlym tygodniu) wyraznie wynika, ze kara za nieprzedluzenie wizy wynosi w naszym przypadku jedynie $50. To sie zdecydowanie bardziej oplaca niz przedluzanie wizy zawczasu [sic!].

Tylko kto nam obieca, ze w razie naszej niesubordynacji te $50 bedzie jedyna konsekwencja? Moze przypaleta sie urzedniczyna, ktory bedzie stosowal przepisy wg swojego widzimisie…

wizy2b

3 odpowiedzi do artykułu “Przedłużanie wizy w Etiopii, czyli Annasza do Kajfasza

  1. Janina Mokrzan

    Widze że , wasza cierpliwość została wystawiona na wielką próbe…przebrniecie wszystko… trzymam za was kciuki.

    bziaczki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *