DanakilBike 2015

Przez góry i doliny rzek Tigraiu

DSC_7226

Za Adi Ark’ay droga znów prowadziła w dół, to znów w górę, to w dół i znów w górę. Gdy tylko przekroczyliśmy granicę regionu Tigrai zmienił sie krajobraz kulturowy. Zamiast wszechobecnych lepianek z gliny i słomy zastaliśmy domy w wioskach zbudowane z kamienia. To jak skok w nastepną epokę! Również dzieci mają większy zasób słów – równie czesto jak „farenji” krzyczą za nami „china! china!” (czyt. czajna). Może blade twarze kojarzą im sie z rzeszami Chińczyków ściagnietych do Etiopii jako tania siła robocza do budowy dróg. Swoją drogą spotkalismy kilku skośnookich murzynów i przyznam, że to calkiem ciekawa kombinacja rysów twarzy.

Do May Ts’emre zrobiliśmy dopiero 30 km, a przewyższenia już było 500 m. Na obiad spałaszowaliśmy danie śniadaniowe ful, czyli piekielnie ostrą paste z fasoli podawana z chlebkiem. Dalej mniej wiecej rowna droga dojechalismy do krawedzi kanionu rzeki Tekeze – jednej z dwoch najwiekszych rzek regionu Tigrai. Potem byl dlugi przyjemny zjazd az do wysokosci 950 m n.p.m. Ludzie tu mieszkajacy to szczesciarze – maja rzeke, by sie schlodzic. Wiekszosc kraju to piach i kamienie. Za mostem byla wioska, poczatkowo nieprzejezdna z powodu ogromnej ilosci łaknących kontaktu dzieci. Po chwili zauwazylam, ze w zewnetrznej bocznej kieszonce torby na kierownice brak pojemniczka z kremem ochronnym z wit. A – byl na miejscu zrabowanej wiele wiosek wczesniej pomadki z filtrem. Szlag! Po przekroczeniu rzeki zaczal sie bardzo dlugi podjazd. Grawitacja nie byla naszym sprzymierzencem i dzieci bez trudu dotrzymywaly nam kroku. Wyciagaly raczki i trajkotaly „you! you! you!”, Give money! Give money!”, Pen, pen, pen!”. Po dwoch kilometrach zaczelismy odjezdzac dzieciom, choc jeden osmioletni chlopiec byl szczegolnie wytrwaly i ciagle cos krzyczal po amharsku. Zniecierpliwiona warknelam „Beka! Przestan!”, ale nie dawal za wygrana. Gdy sie odwrocilam zobaczylam, ze trzyma w reku moj zaginiony pojemniczek z kremem. Chcial tylko mi go oddac. „Amesegenalu, dziekuje. Czekaj, masz tu nagrode” powiedzialam wyciagajac jeden z dlugopisow z napisem Wroclaw, ktore dostalismy z Urzedu Miasta. Oczy mu sie zaswiecily, podbiegl, chwycil cenna zdobycz i juz biegl do dzieci stojacych nizej trzymajac dlugopis wysoko jak trofeum i pokrzykiwal z zachwytu.

fgfg

Przycupnelismy w cieniu drzewa spogladajac na sciane serpentyn, ktore nas czekaly. Jesli zmierzch nas zastanie na stromiznie nie bedzie gdzie sie rozbic. Poltorej godziny zażywalismy odpoczynku w cieniu drzewa zanim postanowilismy pojsc na niewielkie wyplaszczenie na pobliskim wzgorzu. Bylo na terenie scierniska i tylko czesciowo osloniete, wiec zarzucilismy maskujaca plachte na rowery, druga na bagaze i czekalismy az doline zaleje polmrok, by nie byc widocznym z drogi. Popijajac mietowa herbate patrzylismy na niezliczone ilosci gwiazd, ktore rozwietlaly afrykanskie niebo.

DSC_7866

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *