DanakilBike 2015

Zły człowiek, chciwy człowiek i dobry człowiek (cz. 2)

IMG_0479

Hotel ostatniej szansy (po prawej), w ktorym znalezlismy schronienie po ciezkim dniu

Afrykański świat zalał sie mrokiem. Już dawno przekroczyliśmy wysokość 2600 m n.p.m. (startowaliśmy z ok. 2000 m n.p.m., ostatecznie dzien skonczylismy na ok. 2900 m n.p.m.), na której spodziewalismy sie miasteczka Amba Gyorgis. Zostalo do niego jeszcze 20 km, a my ogromnie zmeczeni wciaz pielismy sie do góry w żólwim tempie bez nawet najmniejszego zjazdu. Z rzadka mijalismy ludzi idacych wzdluz drogi zdziwionych nasza obecnoscia, czasem minal nas samochod. Zewszad bylo slychac ujadanie psow.

Po poltorej godzinie mozolnego nocnego podjazdu zatrzymal sie osobowy busik. Wyszedl z niego mlody, moze dwudziestoletni chlopak. „Chodzcie, podwioze was”, zaproponowal „Do Amba Gyorgis zostalo jeszcze jakies 7 km. To niebezpieczne wlóczyc sie tak w srodku nocy. Nawet miejscowi nie wychodza o tej porze. Teraz sa tu tylko niebezpieczni ludzie i psy, ktore moga was zaatakowac”. Popatrzylismy na siebie z Marcinem z nietegimi minami. Wiedzielismy, ze ma racje. Choc w podrozy rowerowej unikamy innych srodkow komunikacji to zdawalismy sobie sprawe, ze gramolenie sie na podjazd noca gdzies w srodku Afryki to nie jest dobry pomysl. „A ile to bedzie kosztowalo?”, zapytalam sspodziewajac sie horendalnej kwoty. W Etiopii nawet zapytanie przechodnia o wskazanie drogi wiaze sie z żadaniem zaplaty. „Nic, nie chce pieniedzy. Po prostu nie powinno was tutaj byc o tej porze”. Rower Marcina wraz ze wszystkimi sakwami wyladowal w srodku. Moj sie nie zmiescil – kierowca wrzucil go na bagaznik dachowy luzem, bez przywiazywania. Nie bylam zachwycona pomyslem, ale Marcin zawyrokowal, ze nie takie rzeczy sie robilo, bagaznik ma wysokie barierki i rower nie powinien wypasc na zakretach.

Do pierwszego pensjonatu, przy ktorym sie zatrzymalismy wchodzilo sie przez bar wypelniony podpitymi Etiopczykami. Wewnatrz byl surrealistyczny swiat etiopskiej speluny, po ktorym snuli sie zamroczeni, odurzeni tymczasowi mieszkancy. Dookola klepiska na wewnetrznym dziedzincu byly sciany z gliny i slomy pomalowane na intensywny niebieski kolor, a w nich rzad drzwi z blachy falistej. Pokoje przypominaly bardziej norki, tak male, ze miescily tylko lozko. Zuzyta kapa narzucona na poslanie zapowiadala bujne zycie rozmaitych organizmow wewnatrz lozka. Cena byla adekwatna do jakosci – pokoj kosztowal jedyne 14 birrów. To 2,80 zł, czyli zloty czterdziesci za osobe.

Drugi hotelik prezentowal sie skromnie, lecz calkiem przyzwoicie. Niestety nie bylo juz ani jednego wolnego pokoju. „Zostala jeszcze jedna szansa”, powiedzial nasz kierowca.

DCIM100GOPROG0310795.

Waskie zewnetrzne schody prowadzily na pietro murowanego budynku. Ich konstrukcja byla niezwykla ciekawostka architektoniczna – kazdy ze stopni zrobiony byl z innego kawalka blachy z recyklingu i mial inna wysokosc. Balustrada natomiast byla nadzywczaj ozdobna z dospawanymi metalowymi kwiatami. Pokoik za 50 birrów (10 zł) byl malutki – mial jakies 2 x 2,5 m. Miedzy dwuosobowym lozkiem, a sciana zostalo ok. 60 cm wolnej przestrzeni, akurat na rowery. Ze szczelnie zamknietych sakw ulozylismy piramide w nogach lozka prawie siegajaca pajeczyn w rogu sciany. Wspolna lazienka nie zaslugiwala na to szumne miano. Wchodzilo sie przeskakujac polmetrowa dziure w podlodze, nastepnie przejsc pod nisko zawieszona skomplikowana konstrukcja prysznicowych rurek. Ani inzynier Korzonek ani inzynier Mokrzan nie rozwiklali sposobu uruchomienia wody, lecz misja zostala przerwana przez trudne warunki  terenowe – panujacy odór i brak oswietlenia. Zmeczeni ale szczesliwi, ze ciezki dzien dobiega konca zasunelismy zasuwke z klodka. Po pol godzinie zgaslo swiatlo – w wiosce wylaczono prad.

 

4 odpowiedzi do artykułu “Zły człowiek, chciwy człowiek i dobry człowiek (cz. 2)

  1. Lucyna

    „….Zmęczeni ale szczęśliwi…” znam ten stan i aż Wam zazdroszczę! 🙂 moc uścisków i życzenia od nas: „zwykłych, dobrych ludzi każdego dnia”!

  2. muśka

    Zdjęcie piękne, a jakie radosne mimo tak dużego zmęczenia.Bardzo czekakałam na ten wpis , bo zakończenie I-wszej części nie zachęcało do pozytywnego myślenia.Teraz spokojnie delektuje się dalszymi opisami.

    pozdrawiam i całuje
    muśka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *