Rowerem po wodzie

Jak już wcześniej pisałem moja trasa biegnie wzdłuż południka 18’10 z marginesami 1 km na wschód i 1 km na zachód. Przez całą Polskę jadę w takim korytarzu. Jeśli mam drogi – korzystam z nich, jednak w paru miejscach mój szlak jest przecięty wodą – rzekami lub jeziorami.

Moją bronią w walce z takimi przeszkodami jest mały ponton  Sevylor Caravelle KK55 z wiosłami oraz dmuchane koło o średnicy 114 cm.

sprzet_ponton_Caravelle_KK55

Gdzieś w komentarzach widziałem zdziwienie dlaczego nie zabrałem dętki od traktora. Faktycznie początkowo też miałem taki pomysł ale szybko go porzuciłem gdy okazało sie, że waży ona kilka kilogramów. Zdecydowanie lepszym pomysłem był zakup pontonu (330 zł) o wadze 2,9 kg ( ze składanymi wiosłami) oraz wspomnianego koła (50 zł) (ok 300 gramów) na którym będzie transportowany rower. Ponton posiada dulki w które wkłada się wiosła przez co manewrowanie nim oraz płynięcie jest łatwe. Co istotne ponton posiada dwie główne niezależne komory – jeśli jedna się uszkodzi, druga powinna utrzymać mnie na powierzchni wody. Dodatkowym zabezpieczeniem jest profesjonalna kamizelka ratunkowa na sprężone powietrze. Po długich poszukiwaniach kupiłem w Decathlonie samonadmuchującą kamizelkę Tribord LJ900 150N. Dlaczego ona? Zajmuje mało miejsca, a dopiero w razie potrzeby zwiększa swoją objętość. Posiada ona nabój CO2, kóry może się uruchomić automatycznie (czujnik wody), albo ręcznie. Czujnik wolałem odkręcić, aby przypadkowo kamizelka sama nie „odpaliła” gdy np potknę się w czasie wsiadania do pontonu i zamoczę jej fragment.

Widoczna kamizelka ratunkowa:

Kamizelka Tribord LJ900

Pierwszą i zarazem największą wodną przeszkodą było duże jezioro Turawskie w okolicach Opola. W praktycznym sprawdzianie całego systemu wyszło kilka niedociągnięć. Po pierwsze źle zapakowałem bagaże. Większość z nich włożyłem do pontonu. Niestety utrudniały mi one znacznie wiosłowanie. Nie miałem jak wziać zamachu aby poruszyć wiosłami. Drugim błędem było zbyt słabe napompowanie pontonu. Kierowałem się wskaźnikiem ciśnienia na burcie. Później pompowałem już mocniej. Ostatni błąd to nie zabranie wody do pontonu, a słońce prażyło na środku jeziora…

Jezioro Turawskie. „Stary” sposób pakowania. Sakwy w pontonie:

20160804_144002_resized

20160804_144513_resized

Później zmodyfikowałem nieco ten układ. Do środka pontonu poszła tylko jedna ssakwa a reszta na koło.

Nowy sposób pakowania: jedna boczna sakwa, duży worek i mały worek razem z rowerem. Do dużego worka doczepiłem czterolitrowy bukłak na wodę wypełniony powietrzem. W razie katastrofy pomoże utrzymać całość na powierzchni wody. Przy zielonym worku widać maczetę:

20160809_194451_resized

Zdarzało się, że rzeka była mała i płytka, wtedy znacznie szybciej pokonywałem ją na piechotę. Jeśli była możliwość to zawieszałem linę asekuracyjną bo prąd potrafi przewrócić nawet jeśli wody jest poniżej pasa.

Pokonywanie małej rzeki w bród z liną poręczową.

20160807_145006_resized

Zdarzało się, że rzeka była głęboka ale na tyle mała, nie nie musiałem używać koła. Nie lubiłem go bo jego napompowanie i spuszczenie powietrza trwało długo.

W takim wypadku kursowałem kilka razy przewożąc po kolei bagaże i na końcu rower.

Pokonywanie małej rzeki z użyciem tylko pontonu – na kilka razy:

20160807_174905_resized

Tak na prawdę samo przepływanie to było „małe piwo”. Najwięcej czasu spędzałem na przygotowywaniu się i składaniu po całej akcji. Pompowanie, pprzepakowywanie i zabezpieczanie – to zabierało dużo czasu. Przez to pokonanie nawet małdgo jeziora, gdzie samego płynięcia było 15 minut zajmowało mi ok 2 godzin.

Jeszcze większym problemem było znalezienie dojścia do jeziora oraz miejsca lądowania. Ideałem była piaszczysta plaża. Najgorszym wariantem trzciny, które mogły uszkodzić pontony.

Wartę pokonywałem późnym wieczorem:

20160809_194616_resized

Znalezione wśród trzcin dojście do wody:20160809_195508_resized

Aby się dostać nad sam brzeg zazwyczaj musiałem przedzierać się przez krzaki albo pokonywać strome skarpy.

Wysoki brzeg Wisły w Bydgoszczy:

20160812_160721_Richtone(HDR)_resized

This Post Has One Comment

  1. Szymon | Znajkraj Reply

    Hej :), a ja jestem pod wciąż pod wrażeniem, jak niewiele zniosło Cię podczas przeprawy przez Wisłę. Obserwowałem na filmach tempo w jakim przeprawiałeś się przez jeziora i gdy przeniosłem to sobie na widoki nurtu Wisły z dolnego jej biegu, jakie mam w pamięci, to sądziłem, że zatrzymasz się dopiero na moście, którym później jechałeś :).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *