
Donauradweg – naddunajska ścieżka rowerowa
Słysząc określenie Donauradweg lub Naddunajska Trasa Rowerowa” myślimy od razu o austriackim jej odcinku. Nie bez przyczyny – ten odcinek to wręcz modelowy przykład jak wygląda idealna droga rowerowa. Nic więc dziwnego, że według niektórych źródeł jest to druga najpopularniejsza w Europie trasa rowerowa.
Ścieżka Naddunajska jest częścią europejskiej sieci szlaków EuroVelo. Licząca sobie 4450 km trasa EV6 „Atlantyk-Morze Czarne” pokrywa się z „Donaube Cycle Path”, która biegnie przez 2800 kilometrów z Niemiec przez Austrię, Słowację, Węgry, Chorwację, Serbię, Bułgarię, Rumunię, Mołdawię aż do Ukrainy. Austriacka 325 kilometrowa część tej rzecznej trasy z Pasawy do Wiednia (czasem podaje się z Pasawy do
Bratysławy – 380 km) jest z kolei wręcz wizytówką perfekcyjnie przygotowanego szlaku rowerowego, który każdego roku pokonuje 55 tys. rowerzystów. Na całej długości trasy mamy do dyspozycji wyasfaltowaną osobną drogę rowerową. W wielu miejscach równolegle po obu brzegach rzeki. Tylko w kilku momentach korzystamy ze wspólnej jezdni z kierowcami samochodów. Piękne widoki, płaski charakter, doskonałe oznakowanie, liczne miejsca postojowe z ławeczkami i stołami, a nawet czasami z kranikiem do uzupełnienia wodą bidonu to jest to co lubią rowerzyści. Idąc za modą na elektryczne rowery bez problemu znajdziemy też miejsca gdzie możemy naładować akumulatory naszych e-bike.
Dla mnie osobiście Donauradweg kojarzy się z rozpoczęciem „kariery” rowerowego globtrotera. W 1996 roku to był mój cel pierwszej poważnej wyprawy rowerowej. 21 lat temu razem z Piotrem wsiedliśmy we Wrocławiu do pociągu, pojechaliśmy do Bratysławy i na rowerach ścieżką naddunajską pojechaliśmy w kierunku Alp. 30 dni jazdy, 2000 km w siodełku i powrót na dwóch kółkach do domu.
Nie bez przyczyny darzę dużą sympatią tę trasę. To doskonałe miejsce aby złapać sakwiarskiego bakcyla. Z pokonaniem 380 kilometrów tej trasy dadzą sobie radę nawet najbardziej początkujący rowerzyści. Nawet tacy co nigdy w życiu nie przejechali więcej niż 50 km w ciągu jednego dnia, tak jak Marta z którą wyruszyłem na Donauradweg długim majowym weekendem. Jak każdy rowerowy debiutant bardzo obawiała się czy po pierwsze będzie w stanie przejechać zakładane dystanse dzienne sięgające 70 km, a po drugie czy siedmiodniowy codzienny kontakt z siodełkiem będzie miał bezbolesny przebieg.
Pod koniec kwietnia ruszyliśmy z Wrocławia samochodem i obraliśmy kierunek na austriacki Linz. Kiedy przebijaliśmy się przez śnieżycę w okolicach Czeskich Budziejowic mogłem sobie tylko pogratulować corocznego odwlekania zmiany opon zimowych na letnie. Patrząc na ośnieżony krajobraz za oknem i niepewną minę Marty liczyłem w myślach warstwy ubrań, które można założyć na siebie na raz. Na szczęście po wjechaniu do Austrii przywitała nas bardziej wiosenna pogoda. Czyli deszcz.
Po zaparkowaniu samochodu na bezpłatnym parkingu jedziemy rowerami na dworzec kolejowy i punktualnie o 15:30 ruszamy pociągiem do Wiednia. Tego dnia mamy do przejechania jedynie 18 km do Klosterneuburg – w sam raz na krótką rozgrzewkę w siąpiącym kapuśniaku. Zaraz za opłotkami stolicy Austrii droga rowerowa przykleja się do samego brzegu rzeki. Z jej drugiej strony – tuż obok – biegną tory, a zaraz za nimi znajduje się lokalna droga. W wolne przestrzenie wciśnięte są maleńkie domki letniskowe wiedeńczyków z mikroskopijnymi wręcz ogródkami. Ten cały ścisk wynika z pagórkowatej rzeźby terenu – tuż obok nas znajdują się wzgórza o wysokości dochodzącej do 500 m n.p.m.
Na osłodę i zarazem dobry początek czeka nas dzisiaj piękny nocleg w pochodzącym aż z XV wieku Hotelu Schrannenhof (www.schrannenhof.at). Jego nazwa („schranne” to dawne określenie sądu) nawiązuje do stojącego kiedyś przed nim pręgierza przy którym wykonywano wyroki sądu.
W zaśnięciu niewątpliwie pomógł nam, zaproponowany przez kelnera po ciężkim mięsnym obiedzie, kieliszek sznapsa. To owocowy bimber produkowany przez rolników, którego nazwa pochodzi od słowa „schnappen” (niem. łyknąć). Posiada on okrągły brzuszek i wysoki komin. W tej pierwszej części uwalnia się owocowy zapach i koncentrując się w kominie dociera do naszego nosa. Zgodnie z tradycją wypijam jednym łykiem zawartość kieliszka.
Dużym plusem noclegów w hotelach jest śniadanie w formie szwedzkiego bufetu. Kanapek oczywiście robić nie wolno, ale dobrze się najeść wypada przed wyczerpującym dniem. Szczególnie jeśli konsumpcja odbywa się w pięknej, kamiennej, sklepionej jadłodajni – najstarszej izbie w hotelu. Dzisiaj przed nami najdłuższy dystans – prawie 70 km do Krems leżącego na północnym brzegu Dunaju. Wcześniej jednak odwiedzamy Tulln, gdzie znajduje się dom narodzin austriackiego malarza i grafika Egona Schiele (www.egon-schiele.eu). Jego bardzo charakterystyczne prace, wyceniane obecnie w milionach dolarów, zdaniem wielu, ocierały się o pornografię. Miłośnicy przyrody oraz ładnych widoków powinni natomiast odwiedzić ogrody Tulln (www.diegartentulln.at) gdzie można spędzić kilka godzin spacerując wśród pięknie urządzonej przestrzeni.
Mijamy ciekawie urządzone nabrzeże z przystanią dla statków, oraz rzeźbą z fontanną i za miasteczkiem kierujemy się na południe oddalając się od rzeki. To jeden z tych niewielu momentów kiedy nasza trasa prowadzi mało uczęszczaną i mało ciekawą drogą asfaltową. Donauradweg na tym odcinku prowadzi tylko południową stroną rzeki, więc nie mamy innej opcji jazdy. W Altenwörth korzystamy z potężnej elektrowni wodnej po której przedostajemy się na północny brzeg rzeki i dojeżdżamy na nocleg do Krems. Takich obiektów hydrologicznych na austriackim odcinku Dunaju jest w sumie jedenaście. Nic dziwnego – kraj ten, zaraz po Islandii i Norwegii ma największy udział w wykorzystywaniu energii wodnej w Europie. Dla rowerzystów istotny jest fakt, że w większości przypadków możemy skorzystać z nich do przeprawy na drugą stronę rzeki.
Rano patrząc na mapę przypominamy sobie o pewnej grze słownej, o której mówiła pani w hotelu w Klosterneuburg. Zaraz obok Krems znajduje się Stein, kiedyś osobne miasteczko, obecnie dzielnica Krems. Są one połączone ulicą Und (Undstraße) stąd wzięło się lokalne powiedzenie „Krems und Stein sind drei Städte”.
Ważniejsze jest jednak to, że Krems jest wschodnią bramą do doliny Wachau – jednego z najpiękniejszych odcinków Dunaju. Wracamy na południowy brzeg i wjeżdżamy w zupełnie inny krajobraz, gdzie Dunaj wije się malowniczo przełomem od Krems do Melk. O wartości tego odcinka rzeki świadczy między innymi fakt wpisania go na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Po 10 km dojeżdżamy do Rossatzbach z uroczym campingiem położonym tuż nad taflą Dunaju. Rozpościera się z niego piękny widok na górujące nad drugim brzegiem ruiny zamku Durstein, znane za sprawą historii pojmania i więzienia w nim angielskiego króla Ryszarda Lwie Serce. 15 kilometrów dalej możemy – juz na naszym brzegu – odwiedzić kolejny zamek: Aggstein z XIII wieku. Warto wspiąć się po stromej drodze choćby dla pięknego widoku na kręte koryto Dunaju. Takich budowli znajdziemy tu więcej – wysokie wzgórza górujące nad rzeką są wręcz idealną lokalizacją dla obronnych obiektów.
W dolinie Wachau panuje łagodny klimat sprzyjający uprawie winorośli oraz moreli. Strome stoki chronią uprawy przed zachodnimi i północnymi wiatrami. Zaraz po wyjechaniu z Krems dosłownie zanurzamy się w sadach z karłowatymi drzewami oraz niskopiennymi winoroślami. Donauradweg meandruje pomiędzy nimi czasami wspinając się na nieco bardziej strome wzgórza. Tu pierwszy raz podczas tej wycieczki naprawdę przydają się przerzutki. W ciepłym słońcu i w przepięknej scenerii mało, kto narzeka jednak na takie urozmaicenie trasy. Szczególnie, jeśli wcześniej łyknie się sznapsa z miejscowych słynnych tarasowych upraw moreli. To prawdziwe królestwo tego owocu, który jest prawnie chroniony jako „Wachauer Marille” – czyli morela z Wachau. 100 tysięcy drzewek w dolinie, która ma 35 km długości robi wrażenie.
Niespiesznym tempem chłonąc piękne widoki na kolejne średniowieczne ruiny, barokowe kościoły, winnice i sady, nieco z żalem dojeżdżamy do zachodniej bramy Wachau – Melk. Nad miastem góruje opactwo Benedyktynów z XVIII wieku – jeden z największych barokowych kompleksów budowli sakralnych na świecie.
Do Ybbs gdzie czeka na nas nocleg w hotelu Babenbergerhof (www.babenbergerhof.at) jedziemy pchani wschodnim wiatrem. Jest to o tyle niezwykłe, że zazwyczaj wiatr wieje z przeciwnego kierunku. To jedna z przyczyn dla której zdecydowana większość turystów wybiera kierunek jazdy z Pasawy do Wiednia. Jest to dosyć istotny argument, bo siła wiatru dochodzi do 25 km/h.
Spacerując wieczorem po wąskich urokliwych uliczkach miasteczka zwracamy uwagę na umieszczone na domach – pomiędzy oknami – malunki i zdobienia nawiązujące do średniowiecza. Tak właściciele domostw chcieli zapisać się już „za życia”. Te różne formy sztuki nawiązywały do zawodu, religii lub rodziny. Ybbs jest jeszcze z jednego powodu szczególnym miejscem dla nas. Znajduje się tutaj Fahrradmuseum, czyli muzeum rowerów. Niestety jest czynne dopiero od czerwca (czerwiec-wrzesień, poniedziałek-sobota: 10:00-13:00 i 14:00-17:00, a w lipcu i sierpniu dodatkowo w niedzielę).
Za elektrownią Persenbeug w Ybbs wjeżdżamy na krótki 8-kilometrowy odcinek zwykłej drogi prowadzący po betonowych płytach. Na wysokości ruin Freyenstein Donauradweg odzyskuje swoją największą zaletę – czyli bliskość rzeki. To cecha charakterystyczna tej trasy – rzeka jest często na wyciągnięcie ręki. Krajobraz znowu robi się zróżnicowany. Z południowego, zacienionego przed upalnym słońcem, brzegu mamy doskonały widok na oświetlone kamieniczki, kościoły i liczne ruiny położone na przeciwległej stronie Dunaju. Ukoronowaniem tego pięknego odcinka jest Grein z górującym renesansowym zamkiem do którego po raz pierwszy przeprawiamy się promem (ok. 3 euro za osobę z rowerem). Prywatna obecnie budowla prezentuje się znacznie okazalej z zewnątrz niż wewnątrz. Na zwiedzenie sali poświęconej żegludze na Dunaju oraz kilku sal wystarczy 1 godzina. Ładny arkadowy dziedziniec jest dostępny niestety dopiero po kupieniu biletu.
Przejeżdżając przez miasteczko obserwujemy nowa świecką tradycję, która ostatnio stała się bardzo popularna wśród świeżo upieczonych rodziców. W momencie w którym rodzice i rodzina dowiadują się o przyjściu na świat dziecka, umieszczają przed domem bociana w najróżniejszej postaci. Jeśli to chłopiec, przygotowuje się również Striezl, coś w rodzaju polskiej chałki drożdżowej. Jeśli dziewczynka to bułkę – odpowiedniej wielkości. Czasami można natrafić na całe stado bocianów, lub wystawki z dziecięcych ubranek.
Jesteśmy na północnym brzegu rzeki należącym juz do Górnej Austrii. Pojawia się nowe oznaczenie naszego szlaku. Dotychczasowy numer 6 otoczony gwiazdkami na niebieskim tle zostaje zastąpiony oznaczeniem R1.
Za Grein ścieżka północnym brzegiem prowadzi wzdłuż szosy ok. 6 km, a następnie przez tereny przypominające nadodrzańskie grądy dojeżdżamy do jeziorka Badesee.
Odbijamy na północ wjeżdżając pomiędzy małe miasteczka zataczamy łuk wracając nad Dunaj przy elektrowni wodnej Walsee-Mitterkirchen. Tutaj też znajduje się punkt informacyjny i można się napić i zjeść lody. Zostaje jeszcze 10 km po wale nad samym Dunajem do położonego dosłownie na naszej trasie dużego campingu w Au (www.camping-audonau.at), gdzie rozbijemy się namiotem, przenocujemy w domkach, drewnianych beczkach, lub w pensjonacie. W recepcji znajduje się skromna restauracja.

Celem piątego dnia naszej wycieczki jest barokowy klasztor w St.Florian. Jedziemy tam mijając Mauthausen, które znane jest z pierwszego niemieckiego obozu koncentracyjnego utworzonego poza granicami III Rzeszy. Niedaleko pięknie zdobionego budynku kawiarni Castello znajduje się przystań promowa. Przeprawiamy się na drugi brzeg Dunaju do Enns – jednego z najstarszych miast w Austrii. Porzucając naszą Donauradweg, kierujemy się za znakami szlaku R14 i wjeżdżamy na wzgórze gdzie znajduje się potężna kolegiata św. Floriana. Patron opactwa w 1436 roku został jednym z głównych patronów Polski. Na fali chrystianizacji wschodniej Europy relikwie świętego znalazły się w Krakowie. Opactwo przez wiele lat zabiegało o zwrot szczątków świętego, co nastąpiło dopiero w XVIII wieku. Zwiedzanie kościoła i dziedzińca wewnętrznego jest bezpłatne.
Lokalnymi drogami jedziemy do Asten gdzie wracamy na Donauradweg. Przeprawiamy się na drugi brzeg rzeki przez elektrownię Abwinden-Astsen i przejeżdżając przez zatłoczony Linz jedziemy północnym brzegiem do Ottensheim gdzie nocujemy w hotelu Garni Schwarzer Adler.
Przedostatni dzień podróży rozpoczynamy od przeprawienia się promem na południowy brzeg rzeki. Ponad piętnastokilometrowy odcinek ścieżki do Aschach prowadzi zupełnie odludnym terenem o jednostajnym nizinnym krajobrazie. Znacznie ciekawsza jest dalsza trasa. Strome wzgórza sięgają 500 metrów, a wijąca się pomiędzy nitka rzeki odkrywa za każdym zakrętem ciekawe widoki. Docieramy w końcu do tak zwanej Pętli Schloegeńskiej, gdzie Dunaj aż dwa razy zmienia kierunek. Dawniej to zakole uchodziło za jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla statków rejsowych pływających po Dunaju.
Widok rozpościerający się z punktu widokowego zapiera dech w piersiach. Chcąc urozmaić sobie podróż wsiadamy tutaj na statek i 15 km do Engelhartszell pokonujemy drogą wodną podziwiając krajobraz z rzecznej perspektywy. Przewodniki zalecają zwiedzanie klasztoru Trapistów Engelszell, gdzie są produkowane świetne, znane likiery (www.stift-engelszell.at).
Ostatni nocleg spędzamy w małym pensjonacie w Kasten 15 km przed Pasawą (www.gaestehausdonautal.at). Na zakończenie naszej mini wyprawy gospodyni przygotowuje nam tradycyjny austriacki deser – Kaiserschmarrn czyli cesarski omlet. Następnego dnia pozostaje nam 20 km do Pasawy leżącej u zbiegu trzech rzek: Dunaju, Innu i Ilzu, słynnej z największych na świecie organów skonstruowanych z 17 tysięcy piszczałek w katedrze św. Stefana. Pozostaje nam powrót pociagiem do Linz gdzie czeka na nas samochód.
Dziękujemy personelowi z Narodowego Biura Promocji Austrii oraz WGD Donau Oberösterreich Tourismus GmbH i Donau Niederösterreich Tourismus GmbH za pomoc w organizacji wyjazdu.
Informacje praktyczne – Naddunajska Ścieżka Rowerowa
Mapy, przewodniki
Dużą zaletą austriackiej Donauradweg jest bardzo dobry dostęp do informacji turystycznej. Nie trzeba wydawać nawet złotówki na mapy i przewodniki, wszystko jest dostępne za darmo. Pierwszym adresem, który powinniśmy wpisać w okienko przeglądarki internetowej jest www.austria.info/pl – oficjalna strona Narodowego Biura Promocji Austrii. Tam też możemy pobrać elektroniczne wersje broszur i informatorów, w tym najważniejszy dla nas 170 stronicowy przewodnik „Donaube Cycle Path” w języku angielskim lub niemieckim. Zawiera on komplet informacji – od map odcinkowych trasy, przez opisy ciekawych miejsc, noclegi, po informacje o możliwościach transportu oraz miejscach gdzie możemy naładować elektryczny rower. Szczególnie przydatne są informacje o miejscach postojowych z ławeczkami i stołem oraz portach gdzie dopływają statki żeglugi dunajskiej.
Warto też odwiedzić dwie strony w internecie poświęcone samej rzece Dunaj w:
- Górnej Austrii: http://www.donauregion.at
- Dolnej Austrii: http://www.donau.com
Trasa GPX Naddunajskiej Trasy rowerowej (GPS)
Nasza trasa z Wiednia do Passawy (Passau) w postaci pliku GPX do wgrania do odbiornika GPS lub do aplikacji nawigacyjnej: np Mapy.cz, Locus, OsmAnd, Komoot, Naviki, Phonemaps.
Pobierz: Donauradweg-trasa-gps-korzonek.info.gpx
Długość trasy Donauradweg (austriacki odcinek)
Rowerowa Trasa Naddunajska z Wiednia do Passau ma ok 380 km.
Na ile dni planować wyjazd?
Pokonanie austriackiego odcinka trasy: 380 km z Pasawy do Wiednia nawet początkującemu rowerzyście nie powinno zająć więcej czasu niż 7 dni. Bardziej doświadczeni trasę tę zrobią w 4 dni.
Jakim rowerem rowerem przejadę Donauradweg?
Jak pokazał nasz przykład Donauradweg nie jest wymagający pod względem sprzętu. Można go nawet pokonać na rowerze miejskim z siedmiobiegową piastą.
Dojazd z Polski
Najprościej skorzystać z własnego samochodu i dojechać albo do Wiednia, albo do Pasawy. Tam możemy go zostawić poza centrum bez problemu na jednym z bezpłatnych parkingów. Korzystając z publicznego transportu najłatwiej dojechać pociągiem lub autobusem do Wiednia lub Bratysławy.
Transport wzdłuż Naddunajskiej Trasy Rowerowej
Szlaki wzdłuż rzek mają to do siebie, że nie są pętlami i musimy wrócić do miejsca startu lub zamieszkania.
Pociąg
Austriackie koleje ŐBB zapewniają dla nadunajskich rowerowych turystów połączenia z Passawy do Wiednia pociągami z miejscami na rowery. Oczywiście bez żadnego problemu możemy zabrać jednoślad ze sobą – w wyszukiwarce połączeń zaznaczmy tylko opcję „Bicycle transport„. Lokalny pociąg zatrzymuje się na 18 stacjach położonych wzdłuż Dunaju – więc zawsze możemy skorzystać z takiej opcji transportu. Część pociągów (ICE) jest bezpośrednia, a część połączeń wymaga przesiadki w Linz.
Przejazd pociągiem z Passawy do Wiednia trwa od ponad dwóch do ponad trzech godzin .
Poza narodowym przewoźnikiem, podobnie jak w Polsce możemy skorzystać z lokalnych połączeń kolejowych np w dolinie Wachau pociąg trzy razy dziennie kursuje Krems do Emmersdorf (Melk) i z powrotem..
Statek
Niewątpliwą atrakcją są rejsy statkiem po Dunaju, które możemy potraktować także jako środek transportu. Pamiętajmy jednak, że statek płynie w tempie niewiele szybszym od naszego. Odcinek z Linz do Pasawy o długości 85 km przejedziemy na rowerze spokojnym tempem w około 5-6 godzin, statek płynie także 5 godzin, a pociąg jedzie 1,5 godziny. Rzeczną formę transportu bardziej musimy traktować jako atrakcję lub awaryjne wyjście.
Spis operatorów:
- Donauschiffahrt Wurm+Köck (Paswawa-Wiedeń) www.donauschiffahrt.de
- Donau Touristik www.donautouristik.com
- Brandner Schiffahrt GmbH (Melk-Krems) www.brandner.at
- MS Stadt Wien www.schiff-tulln.at
- DDSG Blue Danube (Melk-Krems) www.ddsg-blue-danube.at
Noclegi na trasie
Do planowania noclegów doskonale przydaje się wspomniana darmowa broszura „Donaube Cycle Path”. Na mapie są zaznaczone campingi, a w części opisowej znajdziemy spis pensjonatów i hoteli. Niskobudżetowi turyści korzystający z noclegu we własnym namiocie powinni przeznaczyć od 20 do 30 euro za nocleg na dwie osoby. W przypadku pensjonatów musimy się liczyć z wydatkiem co najmniej 30-35 euro za nocleg dla jednej osoby (zazwyczaj śniadanie jest wliczone w cenę). Hotele to wydatek co najmniej 50 euro od osoby.
W którym kierunku jechać wzdłuż Dunaju?
Większość przewodników i map opisuje trasę z Pasawy do Wiednia (Bratysławy) sugerując taki kierunek jazdy na rowerze – zgodny z biegiem Dunaju. Spadek terenu nie jest duży – na tym odcinku rzeka traci jedynie 157 metrów w pionie. Znacznie istotniejszy jest dla nas kierunek wiatru, który przeważnie wieje z zachodu.
Oznaczenie trasy
Na trasie Donauradweg możemy spotkać się z dwoma oznaczeniami szlaku. W Dolnej Austrii (Wiedeń-Grein) jest to niebieska tabliczka z numerem 6 otoczonym gwiazdkami (EuroVelo 6), a w Górnej Austrii emblemat „R1”.










