Wczoraj wieczorem – po cafejce internetowej poszlismy przyzwyczajac nasze zoladki do miejscowej flory bakteryjnej. Andrzej zajadal sie samsami (pierozkli z nadzieniem np. z ziemniaka lub dyni) a ja skosztowalem moich ulubionych szaszlykow baranich. Tutaj sa podawane z duza iloscia cebuli i z octem.

Herbatka wieczorna
Pakowanie w hotelu

Dzisiaj rabno zabralismy sie za rowery. Chwile to zajelo, ale sa gotowe do podrozy. W czasie pracy zadzwonil telefon. To Swietlana z Desert Rose Travel Agency – poinformowala nas, ze wiz do Turkmeni nie bedzie na dzisiaj, ani na jutro. Byc moze uda sie 1 pazdziernika – czyli w piatek. Oczywiscie po tej samej cenie 150 dolarow (a miala to byc cena za przyspieszone – jednodniowe wydanie). Musimy zmienic nieco plany.Postanamiamy ze rowery i bagaze odwieziemy i zdeponujemy w biurze Desert Rose Travel. Kupimy bilety na pociag na jutro rano do Samarkandy i rano wymeldujemy sie z hotelu. Rano pojedziemy, pozwiedzamy i zostaniemy tam na jedna noc. W piatek rano wrocimy – mamy nadzieje ze wizy beda i znowu wsiadziemy do pociagu i (przez Samarkande) pojedziemy na miejsce startu wyprawy – nad pustynie Kyzyl-Kum. Nieco skomplikowane ale dzieki temu stracimy tylko jeden dzien (i kase na niepotrzebna jazde pociagiem tam i nazad).

rownowartosc ok 90 $

Na bazarze spotykamy 5 miejscowych studentow, ktorzy oferuja nam pomoc w wymianie waluty. Roznica miedzy kursem oficjalnym i  na „Black Markecie” jest calkiem spora. Nieco z dusza na ramieniu ruszylismy taksowka. Mimo obaw transakcja przebiegla ok i stalismy sie posiadaczami calkiem sporej ilosci makulatury. Nastepny w kolejnosci byl dworzec. Nie obylo sie bez problemow – pani w kasie za chiny nie chciala nam sprzedac biletow bez paszportow (a te sa w ambasadzie turkmenskiej). Chciala nas odeslac do OVIRu (miescowy posterunek milicji, lub min. spraw wewn.) na co nie mielismy ochoty spodziewajac sie dalszych problemow nieposiadania dokumentow. Mielismy swistek z Travel Agency gdzie bylo wszystko wyjasnione. Nie dalismy sie pani zwiesc i udalo sie. mamy w reku bilety, a nawet powrotne.

Nasz hotel i rowery gotowe do transportu

Pudla na rower wedruja z hotelu do agencji turystycznej
Uzbecki PR
Bratamy sie z lokalsami
Na bazarze

Na bazarze

This Post Has One Comment

  1. kate i wojtek Reply

    Taszkient na waszych zdjęciach wyglada bardzo korzystnie, czyste szerokie ulice, weseli ludzie, cieple sloneczko, znaczy zyc nie umierac. Nawet ten ich Backa z sympatia patrzy na swoj lud z blaszanego portretu.

    od przekasek o ktorych piszesz az slinka cieknie, szkoda ze u nas tak ciezko zjesc smacznie przyzadzona baranine, ale nic to kebab efez za rogiem zaprasza i zaraz chyba wybiore sie na lawasza.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *