Pakowanie to jeden z bardziej męczących etapów wyprawy. Po wielu tygodniach przygotowań trzeba bardzo dokładnie pilnować aby każdy element ekwipunku został zabrany. Wręcz paranoiczne sprawdzanie „check-listy” w czasie gromadzenia rzeczy, a następnie pakowania. Nic nie może zostać zapomniane. W dodatku pakujemy sie jeszcze nie „na rower” ale „na samolot” – tak aby ilość pakunków była jak najmniejsza. Dodatkowo trzeba przewidywać, że jakiś bagaż ulegnie zagubieniu albo przyleci później. Sumarycznie mój bagaż wyszedł 22 kg + 6 podręcznego, a Andrzeja 16 + 4. Czyli w sumie mamy po rowno, biorąc pod uwagę sprzęt wspolny (namiot, maszynka, panele słoneczne i elektronika)
Wczoraj po północy dotarliśmy i ulokowaliśmy sie u moich przyjaciół. Dzisiaj jeszcze  małe zakupy i ok 10:30 jedziemy na  lotnisko. Trochę się obawiamy – jak zawsze – przebojów z rowerami w samolocie. Niby są zgłoszone, miejsce jest, ale….. Samolot do Rygi mamy mały – Fokker 50. Dalej już będzie Benek.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *