Wszysko w wersji mini także apteczka
Mini worek, mini ogień i mini lina
Zamówionych tydzień wcześniej sandałów końcu nie odebrałem – sprawa przeciągnęła się, a firma nieco ją zawaliła. Na szczęście w Skalniku (sieć dobrych wrocławskich sklepów górskich) były identyczne w moim rozmiarze. Przy okazji nie byłbym sobą gdybym nie kupił nowego wyprawowego szpeja. Tym razem tu jest ultralekki woreczek wodoszczelny 1-litrowy z zamknięciem zwijanym. Cena „jedyne” 34 zł. Przyda się do trzymania elektroniki i ochrony bardziej przed piaskiem, niż wodą.
Zakupiłem także sprawdzony wcześniej i zaginięty łyżkowidelec firmy „Light my fire” Kosztuje tylko 9 zł, a jest genialnie prosty i ergonomiczny w użyciu. Warto wybrać kontrastowy kolor do trawy i ziemi, aby go nie szukać na biwaku – u mnie padło na żółty 
Do tego lina. 20 metrów o średnicy 3 mm z rdzeniem kevlarowym. Mała a wściekle mocna – powinna wytrzymać statycznie ok 200 kg a mieści się w dwóch dłoniach. Do czego ? życie uczy że do wszystkiego. W górach kiedyś przydała się do poręczowania przepraw przez górskie wzburzone rzeki, jak na lotnisku każą nagle rozpakować pudło (zdarzyło się) to szybko można je związać jak szynkę. W Azji jak się przewozi rowery na dachu to często wiążą je po prostu kawałkiem sznurka. Lepiej rowery zabezpieczyć po swojemu.
Kolejna pozycja to zapalniczka. Najlepsza w wersji „mini” – tak aby zabrać dwie, jakby się jedna rozpadła. Niestety też nie wszędzie można ją kupić
Apteka
Przed każda poważniejszą wyprawa trzeba zrobić przegląd apteczki. Zazwyczaj okazuje się, że cała jest do wymiany. Apteczka niestety zajmuje nieco miejsca. Cóż musi się w niej zmieścić remedium na wszystkie choroby 😉 Począwszy od przeziębienia (aspiryna, rutinoscorbin, Coldrex, Gripex), zwykłego bólu (paracetamol, ibuoprofen, ketonal), problemów z zatokami (Theraflu, Buderhin), poprzez często zdarzające katastrofy żołądkowe (węgiel, Nifuroksazyd, Smecta, Gastrolit) skończywszy na infekcjach bakteryjnych (antybiotyk ogólny) i uczuleniowych (claritine, wapno). Do tego oczywiście opatrunkowa część (zasypka Dermatol, antybiotyk na rany Tribiotic, bandaże, Altacet, Rivanolum, chusteczki nasączone alkoholem, woda utleniona w żelu – Peroxygel)
Wszystkie leki są podzielone na dwie części – dużą apteczkę, która sobie siedzi głęboko w sakwie (chodzi tez o to żeby nie była narażona na wysokie temperatury) oraz małą miniapteczkę, która zawsze jest pod ręka i zawiera najczęstrze leki (paracetamol, krople do nosa, aspiryna, plastry…)
KIT
Oprócz apteczki zawsze zabieram tez mały czerwony woreczek – tzw KIT – czyli po prostu zestaw przeżyca (tak, tak oglądałem MacGyver’a a teraz jestem fanem Bear Grylls’a :-)) Co zawiera ?: zapałki sztormowe zalane woskiem, krzesiwo, zapalniczka, świeczkę, piłka do drewna w formie linki stalowej, pałeczka świecąca, kompas, lusterko sygnalizacyjne, folia NRC, bandaż, skalpel (mikro nożyk), mikro latarka, gwizdek, ołówek, kartka
Barwniki
W spożywczym lista do kupienia zawiera tzw. barwniki wody. Tak to nazywam. Na pustyni, a szczególnie na rowerze bardzo ważną rzeczą jest woda, a właściwie jej przyswajanie. Wbrew pozorom picie samej wody nie jest dobre. Długo by wyjaśniać to, ale obrazowo można powiedzieć że „barwnik” powoduje jej lepsze przyswajanie. Barwnikiem są np napoje izotoniczne w proszku – np Isostar. Także dobre są tabletki do rozpuszczania – najlepiej multiwitamina – dzięki temu organizm dostanie dodatkowa porcje witamin i składników mineralnych. A tych w czasie jazdy na rowerze nigdy nie jest za mało.
PiZetU
Pamiętacie reklamę faceta lezącego na łóżku (w tej roli Krzysztof Kowalewski), gdzieś w zagranicznym szpitalu na pytanie o ubezpieczenie dukającym „pizetu” ?. Zawsze mi się to przypomina podczas ubezpieczania się. To bardzo ważna rzecz. Nie warto oszczędzać w tej kwestii. Zawsze biorę najwyższa sumę i najlepsze warunki. Nie da się ukryć że wyjątkowo tutaj jestem przywiązany do naszego monopolisty PZU. Koszt – na miesiąc to ok 170 zł od głowy. Jak do tej pory tylko raz korzystałem z odszkodowania i sie przydało. Koszty leczenia za granicą, nie mówiąc o transporcie chorego do Polski bywają horrendalne.
Udało się kupić notes na sprężynce.



Marcin,
widze, ze juz wszystko gotowe,
czyli tylko opakowanie skaw i w droge,
spokojnych lotow i udanej wyprawy.
bedziemy sledzic na bierzaco postaepy, i w miare mozliwosci nie zapominaj o zdjeciach.
p.s.
ja do PZU mam mocno ograniczone zaufanie, a po ostatnich perypetiach z awaria wody, wiecej z ich uslug nie skorzystam. Oczywiscie mam nadzieje ze wam ubezpieczenie w ogole nie bedzie potrzebne