Latające paszporty

Coz…. w poniedziałek wylot, a paszporty sobie krażą po Polsce. Firma pośrednicząca jutro ma je zawieść do ambasady Uzbeckiej w celu odebrania wiz. Miejmy nadzieję, że nie będzie z tym problemów.

Kosmetyczka

Cała kosmetyczka

Czas na kompletowanie sprzętu. Pierwsza poszła pod nóż kosmetyczka – dosłownie. Nowa szczoteczka uległa radykalnemu skróceniu w wyniku czego jej masa spadła dwukrotnie (8 gramów). Poprzednio zawsze brałem specjalne turystyczne szczoteczki składane, ale po pierwsze, ta która posiadam jest już nieco przechodzona, a po drugie waży dwukrotnie więcej. Kolejne pod nóż poszło mydło – przecież i tak go nie wykorzystam w całości. Szampon trafia do plastikowej buteleczki (niepełna), papier toaletowy pozbawiamy wewnętrznego kartonika. Do tego dwie żabki przydające się do suszenia, pałeczki, paczka chusteczek i mały ręcznik. Całość (bez ręcznika) waży dokładnie 300 gramów. Z ręcznikiem mam dylemat – zwykły (ale cienki i mały 80x 40 cm) waży 140 gramów, Natomiast tzw szmata do podłogi (kupiona w markecie za 5 zł, prawie identyczna jak ręczniki sprzedawane w sklepach górskich po dziesięciokrotnie większej cenie) o podobnym rozmiarze to 60 gramów. Z drugiej strony wycieranie się nią nie jest zbyt przyjemne (ale skuteczne). Teraz nie mam na to czasu, ale po powrocie wejdę głębiej w temat i jednak chyba kupię jakiś „profesjonalny” ręcznik, byleby był przyjemniejszy do wycierania.
Jeszcze uwaga do samego opakowania – bardzo praktyczna torebka, lekka i posiadająca klamrę – bardzo istotny szczegół. Dzięki niej można przypiąć kosmetyczkę „do siebie” (za pasek, do kieszeni spodni) kiedy nie ma gdzie położyć kosmetyczki (np toaleta w pociągu). W ten sposób mamy wolne ręce i nie narażamy sie na kontakt kosmetyczki z „nieprzyjaznym środowiskiem”

Spakowana kosmetyczka z ręcznikiem „tradycyjnym”

Zestaw naprawczy
Zycie uczy że na wyjazdach w kwestii napraw głównie należy polegać na sobie. Szczególnie na pustyni, na której już raz zdarzyło mi się naprawiać pęknięty bagażnik . Poniżej widać skład zestawu, który właściwie juz od lat woże ze sobą nie zmieniając nic w nim. Lecąc od lewego górnego rogu, do prawej

  • woreczki strunowe – szczelne
  • poxilina – czyli klej w formie plasteliny – można nim wzmocnić np pęknięta rurke bagażnika
  • Poxipol – klej epoksydowy
  • superglu 
  • klej szewski (przydaje się jak już braknie łatek i kleju w zestawie rowerowym)
  • kawałek gumy
  • mocna taśma samoprzylepna (szara i czarna) + kawałektaśmy papierowej – nawinięte na tubke z tabletkami musującymi (multiwitamina, tzw barwnik do wody)
  • igły i nici (a właściwie żeglarski juzing)
  • kawałek taśmy z materiału
  • klamra
  • oczko do namiotu aluminiowe
  • spinacze
  • klamra
  • kawałek materiału do lepienia warka z woda (kiedyś wpadł mi w czasie jazdy w szprychy)
  • dratwa
  • kawałek rzepa
  • stoper
  • kawałęk tulejki do klejenia aluminiowych masztów do namiotu (wsadza się do środka i na klej
  • kawałek drutu
  • rękawiczki gumowe
  • żyletka
  • agrafki
  • gumki recepturki

Do tego oczywiście dochodzi zestaw rowerowy naprawczy i np scyzoryk, ale o tym kiedy indziej. Całość w plastikowym opakowaniu (sztywne, aby nie zmiażdżyć tubek z klejami podczas upychania w sakwach) waży
245 g

Doktorki
Po czterogodzinnym śnie dzisiaj rano zacząłem dzień z nadzieją że ból gardła, który  się pojawił wczoraj pod wieczór zniknie. Niestety, z każdą godziną było coraz gorzej. W dodatku dzień był tak naładowany że nie było mowy o odpoczynku, czy tez oszczędzaniu gardła. W dodatku ortopeda, do którego czekałem ponad miesiąc potwierdził, że kontuzja ramienia (której nomen omen nabawiłem się na rowerze) to stan zapalny mięśnia jakiegośtam przyczepnego. Na odchodne dostałem zastrzyk. Boli bardziej. Z gardłem dziwna rzecz – lekarz stwierdził że wygląda to bardziej na wirusa. Eh… jednak wierzę że wyleczy się do wylotu.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *