Siadłem na kanapie, przedemną szklaneczka whisky kupionej w Rydze z Colą. Mogę już napisać:
„Wyprawa KumKum2010 została zakończona – wróciliśmy cało i (na razie) zdrowi.”
Tyle myśli naraz. Ciężko z tego coś wyłuskać do napisania. Sensownego. Treściwego.

Za szklaneczką leżą trzy woreczki. Każdy zawiera piasek: jeden z pustyni Kara-Kum, drygi z Aral-Kum, trzeci z Kyzył-Kum, Obok „nieco” ceramiki z Buchary – 19 sztuk. Sakwy jeszcze zamknięte – tam czają się papierki po miejscowych, czekoladkach, wodzie, piwie, bilety, paragony, banknoty:manaty, sumy, . Dziesiątki karteczek będących zapisem podróży. Każdy z nich zawiera jakiś ładunek wydarzenia, lub nawet przygody.
Tabliczka a Aszabadu – była za siedzeniem kierowcy w marszrutce (taki rodzaj autubusu kursującego pomiędzy miastami), którą jechaliśmy z Merv do Aszabadu w Turkmenistanie. Dzięki niej – włożonej za szybę – pasażerowie wiedzą że ten busik jedzie akurat do stolicy Turkmeni. Tabliczka strasznie mi sie spodobała i zaproponowałem kierowcy że ją kupię. Tutaj wszystko można kupić i sprzedać. Teraz będzie mi przypominała o tej wyprawie.Dziesiątki woreczków z przyprawami. Na tej wyprawie wręcz oszalałem na ich punkcie. Chodziłem po bazarach wąchałem, próbowałem i kupowałem – kumin, kolendrę, kurkumę, paprykę, czarnuszkę (tam nazywaną czarnym kminem), goździki, różne mieszanki. Aż kręci się w nosie.

Notes….
Wymiętoszony, nieco poplamiony, z pozawijanymi rogami,. Pamiętacie jak mówiłem że ważne jest aby był na sprężynce ? Z jedej strony był prowadzony dzienniik podróży z drugiej różne zapiski. Dzień przed zakończeniem wyprawy oba końce się spotkały. Oznacza ty że cały notes został zapisamy wspomnieniami, uwagami, pomyslami, tym wszystkim co ulotne i warte zapamiętania.Zaraz zapiszę na stronie tytułowej datę zakończenia wyprawy.

Powoli wyjmuję rzeczy z sakw. Teraz czuć dopiero zapach wyprawy. Nie ma co ukrywać – smród potu. Spodnie nieprane od miesiąca – całe poplamione. Koszulka w której codziennie chodziłem przez 30 dni – raz prana. I On…. – jest wszędzie. Kryje się w zakamarku każdej sakwy, w kolejnych komorach, woreczkach, kieszeniach ubrań. Wysypuje się z menażki, kubka, a nawet butli z benzyną do maszynki. Jego drobinki są nawet w aparacie fotograficznym – na obiektywie, gwincie i pomiędzy przyciskami. PIASEK. Ale czyż w końcu je pojechaliśmy na PUSTYNIĘ ?

Powoli trzeba będzie rozstać się z blogiem. Ale jeszcze kilka dni na podsumowania i opis powrotu – bo jest co opisywać. A potem już tylko relacja ze zdjęciami.

This Post Has 4 Comments

  1. Anonymous Reply

    ciesze sie ze wyprawa sie udala
    czekam na wiecej zdjec i dluzsza realcje
    pozdrawiam -mm (majka)

  2. Anonimowy Reply

    ciesze sie ze wyprawa sie udala
    czekam na wiecej zdjec i dluzsza realcje
    pozdrawiam -mm (majka)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *