W drodze na pustynię
Ale dzień! Zaczepił nas miejscowy i zaprosił na zwiedzanie i wystawną
kolację. Wróciliśmy o północy do bazy. Za to rano masakra: byliśmy w
ambasadzie, potem próbowaliśmy załatwić registrancje. Zażądano od nas po
300$ od łebka i straszono deportacją. W końcu zapłaciliśmy po 150$ i
mamy upragnione bumagi. Z tego wszystkiego wynika, że konsul niewiele
może.
Jesteśmy na ostatniej stacji benzynowej przed pustynią. Wreszcie
chłodniej, 28 stopni. Nasze żołądki trochę się zbuntowały. Do
najbliższej wioski jest 90 km, może będzie tam zasięg.
Udało się wyjechać 50 km za Ashabad, z wielkim trudem. Właśnie
skończyliśmy kolację. Jutro pobudka o 5 przed wschodem słońca. Jedzie
się ok, tylko te nasze żołądki…
Nie dawajcie się urzędnikom ani rozpasanej florze jelitowej
Trzymam za Was kciuki, Monika
Ja tez trzymam kciuki
lyzeczka cynamenu w proszku popita woda przegotowana moze pomoc na wariujace jelita
pozdrawiam
majka
Ja tez trzymam kciuki
lyzeczka cynamenu w proszku popita woda przegotowana moze pomoc na wariujace jelita
pozdrawiam
majka